Sobota, 30 maja 2026
RumiaTV
Fundusze krajowe Fundusze UE
BIP Rumia powiększ czcionkę pomniejsz czcionkę Zwiększ kontrast Zmniejsz kontrast

Z lokalnego klubu na światowe hale


Z lokalnego klubu na światowe hale04.03.2026 r.

Paulina Damaske podczas meczu z Belgią na mistrzostwach świata w sierpniu 2025 roku. Źródło: volleyball.world

Paulina Damaske, wychowanka APS-u Rumia i zawodniczka PGE Budowlani Łódź, odnosi kolejne sukcesy – w lutym jej drużyna zdobyła Puchar Polski, a ona sama tytuł najlepszej przyjmującej. W wywiadzie opowiada o początkach w rumskim klubie i drodze do profesjonalnej kariery. Co pozwoliło jej wytrwać trudne momenty i jakie ma plany na przyszłość?

Paulina Damaske – siatkarka grająca na pozycji przyjmującej w PGE Budowlani Łódź (nr 24). Wychowanka APS-u Rumia (dawniej TPS-u Rumia), medalistka mistrzostw Polski młodziczek (MVP turnieju finałowego 2016). Absolwentka SMS-u PZPS Szczyrk, brązowa medalistka mistrzostw Europy juniorek 2018. Występowała m.in. w BKS-e Bostik Bielsko-Biała, z którym zdobyła Puchar i Superpuchar Polski. Reprezentantka Polski seniorek, medalistka Ligi Narodów w Piłce Siatkowej Kobiet 2025. W seniorskiej kadrze narodowej zadebiutowała w 2024 roku.

 

Redakcja Rumskich Nowin: Zacznijmy od początku pani kariery i zamiłowania do siatkówki. Czy na wybór dyscypliny miały wpływ związane z siatkówką siostra i mama? 

Paulina Damaske: Moje pierwsze kroki w sporcie to siatkówka, choć w szkole przeplatały się też biegi i inne dyscypliny. Wszystko zaczęło się od mamy – w domu zawsze miałam styczność z siatkówką, ona przekazała nam miłość do tej dyscypliny. Później mówiłam, że nie będę grać, bo zawsze robiłam odwrotnie niż mi kazano, ale siostra zaczęła przynosić medale i nagrody indywidualne, pozazdrościłam jej. Pewnego dnia zabrała mnie na trening i już tam zostałam.

Wspomniała pani o innych dyscyplinach – nie było zawahania, by wybrać coś innego, jakiś sport indywidualny? 

Jako dziecko chciałam spróbować swoich sił w tańcu, ale nigdy się na to nie odważyłam i tego żałuję. Moja przyjaciółka tańczyła i uwielbiałam na nią patrzeć. Biegać nie lubiłam, chyba że na krótkich dystansach – dla adrenaliny i rywalizacji. Myślę, że nie nadaję się do sportów indywidualnych. Wolę mieć drużynę przy sobie, czasami być zależna od koleżanek. 

Początki pani sportowego życia to Akademia Piłki Siatkowej. Jak wspomina pani ten czas i jego wpływ na rozwój kariery? 

Zaczynałam w TPS-ie Rumia, przyszłam do grupy, gdzie byłam najmłodsza – dziewczyny miały po 18 lat, ja 9. To zapamiętam do końca życia. Później TPS przekształcił się w APS Rumia. Wpływ na mój roz¬wój mieli ludzie, których tam poznałam – wielu jest ze mną do dziś. Najważniejsze wspomnienia to pierwsze medale z trenerem Robertem Sawickim. W mojej głowie od tego momentu, od pierwszego medalu, byłyśmy najlepsze. Możliwe, że nie wygrałyśmy wszystkich turniejów, ale ja zapamiętałam, że to był okres niesamowitej przyjaźni. I na pewno kontaktów, które trwają. To były pierwsze medale w moim życiu i nagrody, więc zawsze wracam do tamtych wspomnień. 

Łączenie nauki, sportu i życia szkolnego musiało być trudne. Co panią motywowało?

Wtedy nie potrzebowałam wielkiej motywacji, nawet chyba nie rozumiałam do końca, co za tym słowem się kryje. Rodzina dała mi możliwość rozwoju, szkoła była ważna, ale mama widziała, jak sport mnie uszczęśliwia. W klubie była wspaniała atmosfera – wracałam, by się pobawić, pobiegać, spotkać ludzi. Teraz uważam, że to najlepsza motywacja. 

Patrząc na swoją drogę od APS-u do PGE Budowlanych Łódź, dostrzega pani moment, który można nazwać kluczowym? 

Najtrudniejszy i przełomowy moment to wyjazd w trzeciej klasie gimnazjum do Szczyrku, do szkoły mistrzostwa sportowego z internatem. To były cztery ciężkie lata, 600 kilometrów od domu. Zostawiłam grupę, z którą miałam osiągnięcia, rodzinę, znajomych. Myślę, że sam fakt, że mama powiedziała „Dasz radę” i puściła mnie – to był najbardziej przełomowy moment w mojej karierze, że po prostu zmieniłam otoczenie i wyjechałam. To zmieniło mnie sportowo i prywatnie. 

Pojawiały się przeszkody, chwile zawahania? 

W okresie tych czterech lat w Szczyrku przeszłam przez chyba wszystkie etapy załamania, jakie może mieć młoda dziewczyna. Byłam daleko od swoich rówieśników, tylko z kobietami, daleko od rodziny, mając zaledwie szesnaście lat. Dwa razy w tym czasie chciałam zakończyć swoją karierę. Dzwoniłam do mamy, żeby mnie odebrała stamtąd, ale nie przyjechała po mnie (śmiech). W tamtym momencie trzeba było wybrać, czy idę w to na sto procent, czy po prostu zostawiam, poddaję się i wracam do swoich korzeni. 

Co przeważyło szalę? 

Przeważyła świadomość, że dokończę szkołę, zdam maturę, będę miała możliwość podpisania kontraktu i zacznę zarabiać własne pieniądze już w wieku 18-19 lat. Zaczęłam zdawać sobie sprawę, jak może potoczyć się moje życie. Pomogła mi wytrwać również ciekawość i towarzystwo innych sportowców.

Które osiągnięcia uważa pani za najważniejsze? 

Każdy pierwszy medal to ogromne emocje. To był brąz z BKS-em Bostik Bielsko-Biała, ale cieszył jak złoto – stworzyłyśmy niesamowitą grupę. Pierwszy puchar zdobyłam z nimi. Ostatnio brąz Ligi Naro¬dów, który tak naprawdę przyszedł do mnie niespodziewanie, bo to była chyba pierwsza moja możliwość, żeby być w kadrze seniorskiej przez tak długi okres. Był to puchar wygrany w Polsce, przy naszych kibicach. Przyjechała moja rodzina, przyjaciele i znajomi z Rumi. Te chwile zostaną ze mną na zawsze. 

Podczas turnieju finałowego Ligi Narodów (VNL) 2025 Paulinie Damaske towarzyszyli bliscy i przyjaciele z Rumi. Źródło: archiwum prywatne

Życie zawodowego sportowca to na pewno stale zapełniony kalendarz. Jak równoważy pani treningi z życiem prywatnym? 

Żaden sportowiec nie równoważy idealnie – to są duże wyrzeczenia. W tym sezonie jest bardzo ciasno, jeśli chodzi o rozgrywki, i myślę, że najcięższe jest to, że nie mam czasu na spotkania. Jeśli już, to spędzam czas ze swoją rodziną, bliskimi, ale niestety nie udaje mi się być na wszystkich urodzinach, świętach, ważnych okazjach, ale staram się to pogodzić. Jest ciężko, ale jeśli chce się naprawdę coś osiągnąć, to trzeba się liczyć z tym, że jakaś sfera naszego życia może być zaniedbana.

Paulina Damaske podczas wakacyjnej wycieczki. Źródło: archiwum prywatne

Czy jest jeszcze przestrzeń na pasje poza siatkówką? A może jest coś, na co chciałaby pani mieć więcej czasu? 

Lubię aktywność, ale po treningach czuję, że muszę odpocząć. Myślałam o biznesie, jednak w tej chwili brakuje mi czasu, aby się tym zająć. Niestety tutaj znowu dochodzimy do momentu, że jeśli chcesz coś robić na sto procent, nie jesteś czasami w stanie poświęcić temu drugiemu hobby czy pomysłowi tyle czasu, ile potrzeba. Dlatego też muszę się wstrzymać, ale szukam dalej swoich hobbystycznych stron i myślę, że one się po prostu zmieniają i dopasowują do tego, jaki mam okres w życiu, ale na pewno chcę podróżować, nie tylko na hale. 
 

Jest też wiele możliwości, które pozwalają mi się spełniać. Mamy bardzo dużo wyjazdów, między innymi do Włoch, Turcji czy nawet Chin – to też jest piękno tego sportu, że możemy po prostu odwie¬dzać niesamowite strony świata, a jednocześnie tam grać i trenować. Jeśli chodzi o moją sferę poza siatkówką, próbuję nadal znaleźć swoją równowagę. 

Jak już udaje się pani znaleźć wolną chwilę, czy odwiedza pani Rumię? To wciąż dla pani ważne miejsce? 

Serce ciągnie nad morze – plaża, klimat i wiatr, którego mi brakowało w innych częściach Polski. Bardzo lubię wracać na Pomorze i do Rumi. Znam tu wszystkie ulice. Zawsze rozglądam się po drodze i dostrzegam zmiany. Zazwyczaj jestem tutaj tylko 2-3 dni i moim priorytetem jest rodzina, ale też wiem o nowych miejscach w Rumi, np. o różnych salonach masażu, o kawiarniach, śledzę cały czas, co się dzieje w mieście i mama przekazuje mi wszystkie nowinki. 

Plany na przyszłość? 

Najbliżej: rozegranie jak najlepszego sezonu, złoty medal w Tauron Lidze. Jeśli będzie okazja, to w kadrze pokazać się z dobrej strony. Chciałabym spróbować swoich sił za granicą. Trudno jest znaleźć odpowiedni czas na wyjazd. Myślę, że na następny sezon wyjadę i będę wam wysyłać zdjęcia z zagranicy z flagą Rumi. 

Co poradziłaby pani młodym osobom, które, tak jak pani kiedyś, rozpoczynają swoją sportową drogę w lokalnych klubach? 

Ryzykujcie, nie patrzcie na innych – jeśli macie pomysł, który wydaje się szalony, to najlepszy znak, że warto za nim pójść, by coś osiągnąć. Nie bójcie się popełniać błędów. Jeśli popełnicie błąd, to nic się nie dzieje, każdy człowiek je popełnia i tylko od nas zależy, jak szybko się potem pozbieramy. 
 

Na pewno młodym sportowcom chciałabym powiedzieć, że ja również mam takie dni, że w jednym meczu super gram i wszystko mi wychodzi, a na następny dzień przychodzę i nie wiem, co się dzieje. Każdy sportowiec się z tym zmaga i nie jesteście sami, więc nie poddawajcie się i próbujcie opanować po prostu swoją głowę, to jest najważniejsze. Mówi się, że 60% sukcesu to jest nasza głowa i zgadzam się z tym. Jeśli chcemy coś osiągnąć, także w życiu prywatnym, to musimy po prostu nauczyć się rozpoznawać swoje emocje, umieć nad nimi panować i znaleźć na siebie sposób, bo są momenty, w których tylko sami możemy sobie pomóc.

 

Fundusze zewnętrzne
Kalendarz wydarzeń