18.02.2026 r.
Nowy rozdział misyjny zaczął się od maila, którego w listopadzie 2022 roku siostra Elżbieta Blok przesłała do księdza Tadeusza Guta, ówczesnego proboszcza. W przeszłości wspólnie nieśli pomoc między innymi w Nigerii, a rumski duchowny zaproponował misjonarce, by odzywała się, gdy tylko będzie czegoś potrzebować. W wiadomości zakonnica opisywała swoje pierwsze miesiące pracy w Sudanie Południowym i zwróciła się z prośbą o wsparcie.
Odpowiedź z Rumi nadeszła po kilku tygodniach. Ksiądz Tadeusz Gut zobowiązał się pomóc w imieniu swoim i parafian, stawiając jeden warunek – siostra Elżbieta miała osobiście nadzorować budowę, tak jak w nigeryjskim Uyo.
Aby zrozumieć skalę wyzwania, trzeba spojrzeć na realia Sudanu Południowego – kraju wyniszczonego długoletnią wojną domową, niestabilnego politycznie i ekonomicznie. Nie ma tu zakładów przemysłowych ani produkcyjnych. Wielu mieszkańców żyje w szałasach, a głód wciąż zagraża tysiącom rodzin.
Samo Yambio liczy około 200 tysięcy osób. Działa tu zaledwie kilka przepełnionych szkół rządowych, a korupcja sprawia, że nauczyciele często nie otrzymują wynagrodzeń, przez co lekcje praktycznie się nie odbywają. Od najbliższego zurbanizowanego ośrodka miasto dzieli około 400 kilometrów bezdroży.
Parafia musiała więc nie tylko zebrać fundusze, ale i dostarczyć je poprzez kurierów do Afryki. Kolejną próbą stał się zakup i bezpieczny transport materiałów budowlanych.

– W tamtej rzeczywistości inwestycyjnie nie dzieje się absolutnie nic. Wszystkie narzędzia i materiały, poczynając od gwoździ, musieliśmy sprowadzać z Ugandy. Dlatego też koszty były znacznie wyższe niż w innych krajach afrykańskich – wyjaśnia ksiądz Gut. – Od samego początku entuzjazm był olbrzymi. Gdy kopano fundamenty, mieszkańcy przychodzili je oglądać, co najmniej jakby zwiedzali jakieś sanktuarium. Nam to się w głowach nie mieści, ale dla tamtejszej społeczności, przyzwyczajonej do beznadziei, pojawienie się jednej białej kobiety oznaczało nadejście zmian – opowiada.
Po dwóch i pół roku wysiłku inwestycję zakończono – powstały szkoła i przedszkole św. Augustyna. W nowoczesnych jak na tamte warunki budynkach znalazły się przestrzenne klasy, toalety, gabinety, a także kuchnia z piekarnią oraz wiata przeznaczona na różne spotkania. Teren uzbrojono w studnię głębinową oraz solidne ogrodzenie.
– Sudan Południowy jest biednym krajem, choć ma duże pokłady ropy, złota czy innych metali szlachetnych. Korzyści czerpią jednak tylko dygnitarze, nie zwykli ludzie. W wielu domach może nie być łóżka, ale kałasznikow zawsze się znajdzie. Dlatego ten mur jest tak ważny, by chronić przed kulami zbłąkanymi podczas plemiennych walk. Jak na razie, na szczęście, nie było takich incydentów – podkreśla duchowny.

Kompleks poświęcono i uruchomiono w maju 2025 roku. Dziś uczy się tam około 1200 młodych osób – tysiąc w szkole i dwieście w przedszkolu. Placówki są otwarte dla wszystkich, niezależnie od wyznania.
– Dzieci uczą się w komfortowych warunkach pod okiem wykwalifikowanych nauczycieli, większość z nich to absolwenci naszego college'u. Jest też oddany dyrektor, działa komisja zarządzająca szkołą i przedszkolem oraz samorząd rodziców – wylicza misjonarka Elżbieta Blok. – Od rodziców pobierane są symboliczne opłaty, dzięki temu personel otrzymuje pensje i pokrywane są konieczne wydatki, takie jak zakup kredy czy papieru. To powoduje, że szkoła może funkcjonować nawet bez wsparcia z zewnątrz.

W okolicy funkcjonuje kilka katolickich i prywatnych placówek, ale mimo krótkiego okresu działania szkoła św. Augustyna uchodzi za najlepszą w regionie. Magnesem jest też fakt, że zapewnia podopiecznym codzienny posiłek.

– Siostra Elżbieta stara się przygotować następców, którzy dopilnują, by placówki w Yambio dalej funkcjonowały. Tak zresztą stało się w Nigerii, gdzie także wybudowaliśmy szkołę, a zarządzanie z czasem przejęła tamtejsza społeczność – wyjaśnia ksiądz. – Obecnie naszą główną troską jest utrzymanie kuchni. Potrzeba około 6 tysięcy złotych miesięcznie, aby każde dziecko od poniedziałku do piątku otrzymało posiłek. To około 30 groszy za porcję. Dla wielu dzieci to jedyny wartościowy posiłek w ciągu doby.
Każdy, kto chce wesprzeć funkcjonowanie przyszkolnej kuchni, może to zrobić poprzez wrzucenie datku do skarbonki zlokalizowanej w kruchcie kościoła – po prawej stronie, tuż za głównymi drzwiami.

– Tylko edukacja może przemienić człowieka i świat. Cieszę się, że dane mi jest służyć tej społeczności i że Rumia ma tak wielkie serce, bo dzięki temu stał się kolejny cud – dodaje siostra Elżbieta.
W zagórskiej parafii nie trzeba nikogo przekonywać do pomagania – zwłaszcza tym, którzy żyją w odległej, dużo gorszej, rzeczywistości. Z ambony przekazywane są informacje o celu zbiórek organizowanych przed kościołem w ostatnią niedzielę miesiąca, a wierni odpowiadają hojnością.
– Zawsze wychodziłem z założenia, że to musi być konkretne działanie i konkretni odbiorcy. Darczyńcy bardzo się cieszą, gdy mogą już zobaczyć na stronie parafii przesyłane przez misjonarzy zdjęcia i filmy ukazujące postępy prac i dzieła, które powstały dzięki ich wsparciu – mówi ksiądz Gut. – Nie nakarmimy całego świata, nie wyedukujemy wszystkich, ale staramy się przywracać nadzieję i dawać szansę na lepsze życie tym, dla których wystarcza naszych środków – dodaje.

Choć w lipcu 2024 roku ksiądz Tadeusz Gut przeszedł na emeryturę, nadal kontynuuje misyjne dzieło parafii za zgodą i w imieniu obecnego proboszcza Roberta Mogiełki. Teraz wsparcie Rumian popłynie także do Czadu – do parafii, którą kieruje misjonarz ksiądz Stanisław Worwa w Ndżamenie.

– Głęboko wierzę, że nad naszą misyjną pomocą czuwa Opatrzność. Po zakończeniu budowy szkoły w Nigerii, skąd wywodzi się powiedzenie, że dla wielu Afrykańczyków słowo Polska oznacza Rumia, absolutnie nie myślałem, że będziemy na tym kontynencie realizować jeszcze tak wielkie dzieło. Niemniej tak długo, jak będzie to możliwe, postaramy się to kontynuować. Parafia i osoby spoza zagórskiej wspólnoty, które włączają się w nasze dzieła misyjne, to ludzie o wielkiej wrażliwości, swoimi czynami dają przepiękne świadectwo miłości do bliźniego. Księża pracujący w parafii są bardzo wdzięczni wszystkim darczyńcom, za których modlimy się i ofiarujemy msze święte. Jestem przekonany, że dobro okazane potrzebującemu zawsze wraca, w takiej czy innej formie – podsumowuje duchowny.