06.08.2026 r.
Redakcja Rumskich Nowin: W ostatnim czasie mieszkańcy zwracają uwagę, że wiele spraw mogą załatwić wyłącznie w Wejherowie. Czy miasto ma realny wpływ na utworzenie w Rumi takich placówek jak Wydział Komunikacji, oddział ZUS-u czy szpital?
Ariel Sinicki, wiceburmistrz do spraw inwestycji: Projektując nowy urząd miasta, planujemy w nim rezerwę przestrzenną. Chcemy zabezpieczyć warunki do tego, aby Rumia w przyszłości mogła ubiegać się o status miasta na prawach powiatu. Jeśli to się uda, takie sprawy jak architektura czy komunikacja będziemy mogli załatwiać bezpośrednio u nas, na miejscu. Będziemy również zabiegać o to, aby w Rumi powstał oddział ZUS-u. Jeśli chodzi o szpital, to znacznie trudniejsza sprawa. Szpitale to zadanie powiatu lub województwa, dlatego na ten moment budowa szpitala w Rumi jest po prostu niemożliwa.
Budowa nowego ratusza jest wyczekiwana przez wielu Rumian. Jaki los czeka więc obecny urząd miasta i okalający go teren po przeprowadzce? Kiedy realnie ruszą prace przy tym nowym obiekcie?
W najbliższych tygodniach chcemy rozstrzygnąć przetarg na budowę nowego urzędu. Musimy liczyć się z tym, że przy tak dużym zamówieniu mogą pojawić się odwołania do Krajowej Izby Odwoławczej, co może przedłużyć proces o około 2-3 miesiące. Następnie mniej więcej 15 miesięcy zajmie faza projektowa. Szacuję więc, że pierwsza łopata zostanie wbita pod koniec 2027 roku, a sama przeprowadzka do nowego ratusza nastąpi w 2029 roku. Co do starego budynku – zostanie wyburzony, a w sprawie przyszłości otaczającego go terenu decyzje jeszcze nie zapadły. Trzeba jednak pamiętać, że mówimy o działce wciśniętej między tory kolejowe a niezwykle ruchliwą drogę wojewódzką nr 468 – i to nie jest idealne miejsce na wyciszenie się. Najlepsze tereny do spacerów i rekreacji mamy całkiem niedaleko: to Góra Markowca czy Trójmiejski Park Krajobrazowy. Dlatego, jeśli będzie brakowało nam funduszy na przebudowę dróg czy inne kluczowe inwestycje, nieruchomość ta może zostać sprzedana.
Teraz temat zdrowia. W styczniu 2025 roku przestała funkcjonować w Rumi-Janowie apteka całodobowa. Dla niektórych mieszkańców była to bardzo ważna usługa. Dlaczego tak trudno utrzymać tego typu placówkę i czy samorząd miał wpływ na tę sytuację?
Współpracowaliśmy finansowo z apteką Ekozdrowie od początku jej istnienia – to był zresztą nasz pomysł i udawało się go przez lata realizować. Niestety, problemem okazał się brak personelu chętnego do pracy w porze nocnej. Właściciel placówki został praktycznie sam na nocnych dyżurach i po prostu nie miał już siły ich dalej prowadzić. To nie była kwestia pieniędzy czy braku wsparcia z naszej strony, ale brak rąk do pracy. Szukaliśmy innych aptek, rozmawialiśmy z ich właścicielami, ale wszyscy zgłaszali dokładnie ten sam problem. Przy braku personelu nocnego prowadzenie takiej działalności staje się po prostu niemożliwe.
Duże oczekiwania społeczne wiążą się również z przygotowywaną uchwałą krajobrazową. Kiedy mieszkańcy mogą spodziewać się pierwszych widocznych zmian dotyczących tzw. reklamozy i jakie one będą?
Przygotowany przez miejskich urzędników projekt uchwały przeszedł już wszystkie uzgodnienia prawne, w tym z konserwatorem zabytków i zarządem województwa. Najpóźniej w sierpniu przedstawimy go do publicznego wglądu, dając mieszkańcom czas na zgłaszanie uwag. Jeśli zgłoszone sugestie nie będą wymagały dużych poprawek, projekt od razu trafi pod obrady Rady Miejskiej. W przypadku większych zmian procedura wydłuży się przynajmniej o miesiąc. Gdy uchwała wejdzie już w życie, efekty będą bardzo odczuwalne: z Rumi znikną szpecące przyczepki reklamowe i banery na płotach, ograniczymy liczbę billboardów, a wszystkie szyldy zostaną wreszcie estetycznie uporządkowane.
W ostatnich latach Rumia intensywnie się zabudowuje. Część mieszkańców uważa, że nowe inwestycje mieszkaniowe powstają szybciej niż niezbędna infrastruktura, a obecne plany zagospodarowania przestrzennego dają zbyt dużą swobodę inwestorom. Jak miasto odpowiada na te obawy?
Musimy zacząć od tego, że plany Rumi sprzed kilkudziesięciu lat zakładały miasto o wielkości 100-130 tysięcy mieszkańców. Zmiana tych starych planów na mniej liberalne jest dziś niezwykle trudna. Gdybyśmy drastycznie ograniczyli możliwości zabudowy, miasto musiałoby płacić gigantyczne odszkodowania właścicielom gruntów za utratę wartości ich działek. Inna jest przecież cena ziemi pod zabudowę wielorodzinną, inna pod jednorodzinną, a jeszcze inna pod zieleń. Na takie odszkodowania budżetu Rumi po prostu nie stać. Zawsze jednak negocjujemy z inwestorami realizującymi zabudowę wielorodzinną. Walczymy o jak najlepsze warunki, o jak największą ilość zieleni i przestrzeni rekreacyjnych. Dodatkowo prowadzimy konsekwentną politykę – każdy deweloper musi angażować się finansowo w rozwój infrastruktury drogowej i ogólny rozwój Rumi. Każde dynamicznie rozwijające się miasto potrzebuje balansu w postaci zabudowy jednorodzinnej, jak i wielorodzinnej, bo to właśnie nowi mieszkańcy oznaczają kolejne wpływy podatkowe, z których potem finansujemy nowe drogi, szkoły czy parki. To wszystko jest ze sobą ściśle powiązane.
Wspomniał pan o finansowaniu działalności szkół. Mieszkańcy często mówią jednak o konieczności inwestowania w infrastrukturę oświatową.
W ostatnich dwóch, trzech latach przeznaczyliśmy na inwestycje w edukację ponad 100 milionów złotych – skala bez precedensu w historii miasta. Powstały cztery nowe hale sportowe przy Szkołach Podstawowych nr 1, 4, 6 i 7, zakupiliśmy halę balonową przy Siódemce, wybudowaliśmy pierwsze publiczne przedszkole oraz pierwszy publiczny żłobek, a niedawno ruszyła budowa nowej szkoły podstawowej przy ulicy Formeli. I trzeba pamiętać, że są to fundusze włożone w rozwój dzieci i młodzieży będących naszą przyszłością – a taka inwestycja zawsze się zwraca.
Część Rumian obawia się dalszej zabudowy rejonu Góry Markowca i utraty jego obecnego charakteru. Jakie decyzje zostały podjęte w sprawie tego terenu i czy miasto dopuszcza tam kolejne inwestycje mieszkaniowe?
Trzeba powiedzieć jasno, że Góra Markowca od zawsze była terenem prywatnym. To, że mieszkańcy mogli tam swobodnie wchodzić, wynikało wyłącznie z dobrej woli właściciela. W każdej chwili mógł ten obszar ogrodzić i zamknąć, zwłaszcza że regularnie tworzyły się tam dzikie wysypiska śmieci. Miasto doszło jednak do porozumienia z właścicielem. Udało nam się odkupić sam szczyt góry, czyli 22 000 metrów kwadratowych, za symboliczną kwotę 9 złotych za metr kwadratowy. Tylko dzięki temu, że staliśmy się właścicielami tego gruntu, mogliśmy pozyskać fundusze unijne i wybudować to, co cieszy dziś mieszkańców: wieżę widokową, ściankę wspinaczkową, amfiteatr, ścieżki czy schody terenowe. W zamian za to – i to był twardy warunek właściciela – miasto zgodziło się na niską zabudowę wielorodzinną na obrzeżach góry. To klasyczny kompromis. Gdybyśmy go nie wypracowali, na szczycie Góry Markowca nie byłoby dziś ogólnodostępnej infrastruktury, tylko odgrodzony prywatny teren. Dokupiliśmy tam również dodatkowe działki z myślą o przyszłej gastronomii. Chcę więc uspokoić mieszkańców: nie ma obaw, że stojąc na punkcie widokowym, będziemy zasłonięci wysokimi blokami. Plan zagospodarowania dopuszcza tam wyłącznie niską zabudowę, która nie przysłoni panoramy.
Zgodnie z polityką miasta ma też przybywać miejsc do rekreacji. Ostatnio ruszyła budowa parku na Błoniach Janowskich, jednak wokół tego terenu od lat pojawiają się duże emocje. Część Rumian uważa, że rozwój zabudowy mieszkaniowej odbył się kosztem terenów zielonych. W jakim stopniu bloki mieszkalne wyparły miejskie łąki?
Musimy uporządkować fakty. Park od samego początku był planowany w konkretnych granicach: w prostokącie wyznaczonym przez ulice Pomorską, Gdańską, linię drzew oraz granicę z Gdynią. To obszar o powierzchni aż 32 hektarów, czyli 320 000 metrów kwadratowych, i to tam powstaje zapowiadany park. Z kolei teren między linią drzew a ulicą Dębogórską – gdzie dziś stoją bloki – od zawsze stanowił własność prywatną, miasto miało tam znikome udziały. Decyzje dopuszczające tam zabudowę wielorodzinną zapadły wiele lat temu. Rumia potrzebuje mądrego balansu między różnymi typami zabudowy, by zachować wpływy do budżetu miasta na odpowiednim poziomie i finansować inwestycje, z których korzystają wszyscy mieszkańcy.
Coraz częściej pojawiają się postulaty utworzenia parku w rejonie ulicy Kosynierów. Jakie są plany wobec tego terenu?
Jeśli mówimy o terenie między ulicą Reja a Kosynierów, to wydzieliliśmy tam obszar o powierzchni około 2 hektarów, czyli 20 000 metrów kwadratowych, który jest przeznaczony na park miejski. Chcemy go zrealizować w ciągu najbliższych 2-3 lat. Będzie to zielony teren o wielkości zbliżonej do Parku Żelewskiego w Janowie. Pozostała część tego miejskiego gruntu została sprzedana pod zabudowę wielorodzinną. Z pozyskanych w ten sposób środków będziemy finansować między innymi nową szkołę, drogi oraz inną niezbędną infrastrukturę.
Ostatnio gorącym tematem stały się również obiekty sportowe i ich dostępność. Pojawiają się głosy mieszkańców, że nie ma sensu budować kolejnych boisk, jeśli z istniejącej infrastruktury trudno skorzystać, bo jest zamknięta, zajęta przez kluby lub wynajmowana. Jak odnosi się pan do tych uwag?
Uważam, że budowa obiektów sportowych zawsze ma głęboki sens. Rzeczywiście w Rumi działa wiele klubów i stowarzyszeń, które intensywnie korzystają z naszej infrastruktury. Pamiętajmy jednak, że te kluby zrzeszają przede wszystkim nasze rumskie dzieci i młodzież. Miasto wspiera ich rozwój, ale treningi odbywają się głównie na obiektach MOSiR-u oraz na Orlikach. Oprócz tego mamy w mieście mnóstwo mniejszych boisk osiedlowych, z których każdy może skorzystać w wolnej chwili, by pokopać piłkę czy pograć w koszykówkę. Takie boiska znajdują się między innymi przy ulicach Towarowej, Sabata, Górniczej, Kostki-Napierskiego, Różanej, Świętojańskiej czy przy Szkole Podstawowej numer 8 na Rodziewiczówny. Takich miejsc już dziś jest bardzo dużo, a chcemy, żeby było ich jeszcze więcej – musimy odciągać dzieci od telefonów i dawać im przestrzeń do ruchu, a to wyjdzie na dobre nam wszystkim. W tym roku nowe obiekty sportowo-rekreacyjne powstają między innymi przy ulicach Polnej, Kostki-Napierskiego, Sędzickiego oraz na Osiedlu Królewskim. Mam też wielką nadzieję, że najpóźniej w przyszłym roku powstanie kolejny obiekt przy ulicy 1 Maja.
Przejdźmy do oferty kulturalnej Rumi, która stale się rozwija. Nadal niestety brakuje dużej, ogólnodostępnej przestrzeni przeznaczonej do organizacji masowych wydarzeń plenerowych. Czy miasto planuje stworzenie takiego miejsca?
Na ten moment nie mamy lepszego i bezpieczniejszego miejsca do organizacji imprez masowych niż teren przy ulicy Bukowej. Mamy oczywiście stadion MOSiR-u, Błonia Janowskie czy Park Starowiejski, ale z różnych względów technicznych i logistycznych to właśnie Bukowa sprawdza się obecnie najlepiej. Dysponuje ona stałym ogrodzeniem, oświetleniem, bezpośrednim dostępem do skrzynek elektrycznych, dogodnym dojazdem, parkingami oraz odpowiednim zapleczem dla artystów. Miejski park jest na takie wydarzenia za mały, nie posiada ogrodzenia ani odpowiedniej infrastruktury dojazdowej. Podobnie sytuacja wygląda na Błoniach Janowskich, które dodatkowo leżą na terenie objętym strefą ochrony ujęć wody, co wiąże się z rygorystycznymi obostrzeniami prawnymi. Z kolei na stadionie MOSiR-u, po wykonaniu nowoczesnej bieżni tartanowej, każdorazowe wejście kilku tysięcy uczestników koncertu na płytę boiska prowadziłoby do kosztownych zniszczeń murawy oraz samej bieżni. Doskonale rozumiem, że lokalizacja imprez masowych może budzić dyskusje i nie każdemu musi się podobać, ale chciałbym podkreślić, że to na samorządzie spoczywa jednak pełna odpowiedzialność za bezpieczeństwo uczestników oraz występujących artystów. Odpowiadamy także za sprawne uregulowanie wszelkich kwestii technicznych i logistycznych, dlatego proszę nam zaufać, że na dziś Bukowa to najlepszy wybór. Natomiast co do obiektów zamkniętych, to zdajemy sobie sprawę, że Miejski Dom Kultury ze swoimi wydarzeniami nie jest się w stanie już pomieścić w Dworku pod Lipami, a scena w Galerii Rumia też bywa często za mała. Marzy nam się budowa dużego obiektu mogącego pomieścić kilka tysięcy widzów. Analizujemy różne możliwości, ale na tym etapie jest za wcześnie na podawanie jakichkolwiek szczegółów.
W Rumi wciąż przybywa mieszkańców, budynków mieszkalnych i samochodów. Jednocześnie rośnie zagrożenie bardziej uciążliwymi korkami i coraz trudniejszym przemieszczaniem się po mieście. Czy infrastruktura drogowa nadąża za tempem rozwoju Rumi?
Każdy powinien sobie zdawać sprawę z tego, że Rumia graniczy bezpośrednio z wielką metropolią. Przez nasze miasto codziennie przetacza się gigantyczny ruch tranzytowy. Duża jego część to mieszkańcy dwóch coraz szybciej rozwijających się powiatów – wejherowskiego i puckiego – którzy jadą do pracy w Trójmieście, a później z niej wracają. Mamy dokładnie takie same problemy, jak każde inne miasto satelickie położone przy metropolii. W granicach Rumi cały czas rozbudowujemy i poprawiamy sieć drogową, ale kluczem do realnego rozwiązania problemu korków jest budowa drogi Via Maris. Dopiero ta trasa odciąży nasze główne arterie: Sobieskiego, Grunwaldzką, Dąbrowskiego czy Dębogórską, przejmując ruch w kierunku powiatu puckiego i Redy. W tym kontekście warto się pochwalić, że podczas ostatniego spotkania nasze miasto zostało oficjalnie wybrane na lidera, który będzie koordynował i pchał projekt Via Maris do przodu. Wszyscy partnerzy docenili nasz dotychczasowy wkład. Oznacza to dla nas ogrom dodatkowej pracy, ale zrobimy wszystko, by ta kluczowa droga jak najszybciej powstała.
Rosną też społeczne oczekiwania dotyczące komunikacji autobusowej – częstszych kursów i lepszego skomunikowania poszczególnych dzielnic. Co stoi na przeszkodzie, by tak się stało?
Ograniczeniem są finanse. Mało kto zdaje sobie sprawę, że komunikacja miejska w żadnym stopniu nie bilansuje się z wpływów pochodzących ze sprzedaży biletów – miasto musi sporo dopłacać. Chcielibyśmy uruchomić więcej linii i zagęścić kursy, ale na ten moment budżet stawia nam jasne granice. Światełkiem w tunelu jest jednak ustawa metropolitalna. Jej wejście w życie pozwoli Rumi zyskać dodatkowe linie autobusowe i środki na ich utrzymanie. Prace trwają i liczymy na pierwsze efekty w najbliższych latach. Niezależnie od tego planujemy uruchomienie nowej linii autobusowej do węzła integracyjnego Biała Rzeka, aby lepiej skomunikować tę część Rumi. Warto mieć też na uwadze, że sprawne skomunikowanie miasta to nie tylko autobusy, ale również transport kolejowy i płynność ruchu na skrzyżowaniach z torami. Nie da się zrobić wszystkiego naraz, ale jeśli spojrzymy na całokształt, zmiany są ogromne. Gdy burmistrz Michał Pasieczny wraz ze swoim zespołem zaczynał kierować miastem, w Rumi były dwa prawdopodobnie najgorsze przystanki na całej linii SKM i tylko jeden, wiecznie zakorkowany, bezkolizyjny przejazd przez tory – wiadukt na ulicy Sobieskiego. Gdy w 2029 roku dobiegnie końca ta kadencja, będziemy mieli trzy nowoczesne, w pełni dostępne dla osób z niepełnosprawnościami, przystanki: Rumia, Rumia-Janowo oraz Rumia-Biała Rzeka. Zamiast jednego przejazdu będziemy dysponować czterema bezkolizyjnymi skrzyżowaniami z torami: tunelem w Janowie, wiaduktem na Sobieskiego, tunelem przy ulicy Hodowlanej oraz przejazdem przy Auchan. Do tego dochodzą parkingi – za trzy lata mieszkańcy będą mieć już do dyspozycji łącznie trzy duże parkingi po około 300 miejsc przy każdej stacji, a nie jedynie mały plac przy dworcu Rumia. To ogromny przeskok komunikacyjny.
Na zakończenie powiedzmy, czy rozważana jest rozbudowa targowiska przy ulicy Dębogórskiej oraz budowa kolejnych miejsc parkingowych w tej okolicy?
Nasze targowisko, co jest powodem do dumy, cały czas się rozwija, natomiast problem z parkowaniem w tym rejonie występuje tak naprawdę wyłącznie w soboty przed południem. Niestety, ale widzimy, że w weekendy kierowcy zaczynają rozjeżdżać okoliczne tereny zielone, między innymi przy ulicy Chełmińskiej. W sąsiedztwie tamtejszego przedszkola, przy obelisku, planujemy urządzić uporządkowany park, który będzie także służył jako miejsce oficjalnych obchodów miejskich uroczystości, na przykład Narodowego Święta Niepodległości. Przy tej okazji przedłużymy istniejący parking z kostki brukowej przy ulicy Dębogórskiej aż do ulicy Chełmińskiej. Całkowicie uniemożliwimy jednak wjeżdżanie samochodami w głąb urządzonych terenów zielonych. Dodatkowo mamy w planach jeszcze mały parking na około 20 miejsc przy dawnej siedzibie strażaków. Wzdłuż samej ulicy Dębogórskiej, od ulicy Płażyńskiego w kierunku Janowa, mamy łącznie kilkaset miejsc postojowych. Kolejne powstaną w ramach planowanej modernizacji ulicy Mickiewicza.