Czwartek, 16 lipca 2026
RumiaTV
Fundusze krajowe Fundusze UE
BIP Rumia powiększ czcionkę pomniejsz czcionkę Zwiększ kontrast Zmniejsz kontrast

Nocne poławianie „złota Bałtyku”. Blask, który nie pozwala zasnąć


Nocne poławianie „złota Bałtyku”. Blask, który nie pozwala zasnąć12.05.2026 r.


Nocą, gdy większość z nas śpi pod ciepłą kołdrą, plaże Zatoki Gdańskiej i Mierzei Wiślanej ożywają. Setki świateł UV przecinają mrok, a poławiacze bursztynu w woderach zmagają się z falami. O pasji, budowaniu własnego sprzętu i o tym, dlaczego warto zamienić sylwestrowy parkiet na lodowatą wodę, rozmawiamy z Dawidem Jarząbkiem – mieszkańcem Rumi, poławiaczem bursztynu i założycielem jednej z największych w Polsce grup zrzeszających poszukiwaczy „złota Bałtyku”.

 

Redakcja „Rumskich Nowin”: Skąd wzięła się u pana fascynacja „złotem Bałtyku”? To rodzinna tradycja czy może impuls po pierwszym znalezionym okazie?

Dawid Jarząbek: To połączenie kilku czynników: niespełnionych marzeń z dzieciństwa o znalezieniu skarbu, pierwiastka poszukiwacza i tego, że lubię spędzać czas na łonie natury. Kiedyś biegałem z wykrywaczem metali, ale po zmianie przepisów, które pozwalają na poszukiwania tylko na plażach, musiałem go odstawić. Pierwszy raz po bursztyn poszedłem jakieś 5-6 lat temu i… przepadłem. Sam zbudowałem swoją pierwszą latarkę UV z aluminiowego kubka. Tak zaczęła się też moja przygoda z bursztynem i produkcją sprzętu. Chińskie latarki nie dają rady – mają inną długość fali UV oraz małą moc. Pokazuję to na YouTube w jednym z filmów. Jeśli ktoś szuka wyposażenia, powinien kierować się do pasjonatów, którzy sami je konstruują.

Mrówka zatopiona w bursztynie (inkluzja), źródło: archiwum prywatne Dawida Jarząbka

Jakie ciekawe okazy udało się panu znaleźć?

Na początku cieszy każdy drobiazg, z czasem apetyt rośnie. Zacząłem znajdować okazy z inkluzjami, np. z zatopionymi owadami czy fragmentami roślin – te są najcenniejsze. W jednym z nich widać idealnie ułożoną mrówkę, wygląda jak modelka. Przygoda nie kończy się jednak na plaży, bo bursztyn trzeba często oszlifować, by odkryć, co kryje w środku. To wciąga bez reszty.

Dawid Jarząbek podczas poszukiwań bursztynu, źródło: archiwum prywatne

Większość z nas kojarzy zbieranie bursztynu z wakacyjnym relaksem. Pan pokazuje w mediach społecznościowych zupełnie inne oblicze tego zajęcia.

Bo to nie jest zbieranie grzybów. Wchodzimy do wody w poszukiwaniu bursztynu – czy to za dnia, czy w nocy – niezależnie od temperatury. Nieważne, czy jest 10 stopni na plusie, czy 20 na minusie. Założyłem grupę na Facebooku, bo brakowało miejsca, gdzie poławiacze mogliby się rzetelnie komunikować i zdobywać wiedzę. Dziś to jedna z największych takich społeczności w Polsce i na świecie. Ludzie chwalą się swoimi znaleziskami, ale też skrzykują się na wspólne wypady, a nawet nawiązują wieloletnie przyjaźnie. Do grupy nie należą tylko osoby mieszkające blisko morza – mamy pasjonatów, którzy regularnie przyjeżdżają z całej Polski, a nawet z Czech. W grupie raźniej i weselej, zwłaszcza gdy trzeba iść nocą przez las, by dojść do plaży. A ta wygląda wtedy jak dyskoteka – setki ludzi, każdy z latarką UV, do tego szum fal i gwiazdy nad głową. 

Wspominał pan o latarce UV, ale to z pewnością nie jedyne, co musi mieć ze sobą poławiacz. Jak wygląda taki profesjonalny ekwipunek?

Podstawa to spodnio-buty, czyli wodery, porządna kurtka przeciwdeszczowa, okulary ochronne i latarka UV. Do tego specjalny „kaszorek” – mocny podbierak, najlepiej ręcznej roboty, bo zwykłe sklepowe podbieraki wędkarskie łamią się po kilku minutach. Warto wiedzieć, że kiedy widzisz bursztyn, który w świetle UV świeci jak żarówka, przestajesz czuć mróz. Może być -20°C, a ty jesteś w ruchu, wyciągasz „śmieci” z wody, przeglądasz patyki. Adrenalina robi swoje.

Nocne, grupowe poszukiwania bursztynu, źródło: archiwum prywatne Dawida Jarząbka

Kiedy jest ten idealny moment, by wyjść w morze? Na jakiej podstawie wybiera się termin i miejsce?

Wiedza i doświadczenie to podstawa. Potrzebujemy mocnego wiatru z północy lub północnego wschodu. Im mocniej wieje, tym lepiej, ale wychodzimy dopiero, gdy wiatr cichnie, a fala spada do około metra. Idealne warunki to tzw. „kontra”, czyli zmiana wiatru z północnego na południowy. Wtedy bursztyn najszybciej pojawia się przy brzegu. Śledzę to wszystko w aplikacjach, ale doświadczenie uczy, jak interpretować te dane. Bywa, że mocny wysyp bursztynu trwa tylko 10-15 minut, a potem zostaje drobnica albo morze zabiera wszystko z powrotem. Trzeba być w odpowiednim miejscu i czasie. Sam, z racji odległości, wybieram prawą lub lewą stronę Wisły – mamy tu komfort, że rzeka działa trochę jak naturalna kontra.

Zdarzyło się panu jakieś szczególnie pamiętne wyjście?

Ostatni sylwester był niesamowity. Wszyscy się bawili, a my, zatwardziali poławiacze, spędzaliśmy ten czas na plaży, bo akurat był wysyp. Takiej ilości bursztynu nie widziałem od lat! Potem przyszła anomalia – Bałtyk zamarzł i odebrał nam możliwość poszukiwania. Innym razem w Sopocie trafiliśmy na taki wysyp, że na początku nie wierzyliśmy własnym oczom.

Bursztyn w świetle UV, źródło: archiwum prywatne Dawida Jarząbka

Co dzieje się z pana znaleziskami? To metoda zarobku czy nadal pasja?

Dla mnie to hobby. Pracuję zawodowo, choć kiedy jest bursztyn, telefon dzwoni non stop, nawet w Wigilię – ludzie poznali się już na moim sprzęcie. Znalezisk nie sprzedaję, mam do nich zbyt duży sentyment. Wolę zrobić żonie wisiorek niż zarobić parę złotych. Niektórzy tworzą z bursztynu rzeźby, wyklejają obrazy, a inni przygotowują nalewki.

Jak zachęciłby pan kogoś do pierwszej wyprawy?

Można oglądać filmy w sieci, ale nic nie zastąpi tego momentu, gdy wyciągasz kaszorek i jest w nim bursztyn. To czyste szczęście. Trzeba tylko pamiętać o bezpieczeństwie i robić wszystko z głową. Bałtyk bywa zdradliwy, ale potrafi wynagrodzić trud.

Czego życzy się poławiaczowi przed wejściem do wody?

Połamania kaszora!

Dawid Jarząbek z podbierakiem (kaszorem), źródło: archiwum prywatne 

Fundusze zewnętrzne
Kalendarz wydarzeń