20.08.2026 r.
Historia rumskiego lotniska rozpoczyna się w latach dwudziestych XX wieku, kiedy rozległe łąki położone na północny zachód od Starej Rumi wybrane zostały przez Morski Dywizjon Lotniczy w Pucku na teren zapasowego lądowiska. Interesująca wzmianka na ten temat zachowała się w archiwalnej kronice Szkoły Powszechnej w Rumi (obecnej Szkoły Podstawowej nr 1) z 1924 roku:
„od 10 lipca roku bieżącego jest Rumja stacją 4 samolotów powietrznych i oddziału wojskowego ok. 50 żołnierzy. Około 100 morgowy, zupełnie równy i próżno leżący teren za wioską dobrze do tego celu się nadaje”.

Do żołnierzy wkrótce dołączyli pasjonaci. W 1931 roku grupa polskich studentów Technische Hochschule der Freien Stadt Danzig (późniejszej Politechniki Gdańskiej) podjęła decyzję o założeniu studenckiego aeroklubu. Nieprzychylne polskim inicjatywom władze Wolnego Miasta Gdańska nie zezwoliły na korzystanie z lotniska we Wrzeszczu. Zaradni entuzjaści latania nie zrazili się odmową i rozpoczęli poszukiwania odpowiedniego miejsca w okolicy – i tak, ze wsparciem wspomnianego MDLotu, trafili do Rumi, która odtąd stała się oficjalną siedzibą Aeroklubu Gdańskiego.
W kolejnych latach aeroklubowicze uczynili z Rumi regionalną stolicę awiacji. Prowadzili szeroko zakrojoną działalność szkoleniową i sportową. Organizowali i uczestniczyli w wydarzeniach promujących lotnictwo. Wkrótce otworzyli też wrota swoich hangarów dla ogółu społeczeństwa, dopuszczając do programów szkoleniowych nie tylko studentów, lecz wszystkich chętnych.
W Rumi latać uczyli się ludzie, którzy później, już w czasie II wojny światowej, zostali asami lotnictwa brytyjskiego i amerykańskiego, a po wojnie wskrzeszali rodzimy przemysł lotniczy lub promowali latanie na emigracji. W tym gronie warto wymienić Ryszarda Dyrgałłę, Michała Offierskiego, Witolda Frąckowiaka, Edmunda Jereczka, Wiktora Leję oraz Antoniego Matheusa. Latanie było dla nich całym życiem, a Rumia kuźnią umiejętności.

Aktywność i zaangażowanie studentów spowodowały, że uwagę na lotniczą Rumię zwrócili decydenci. Okres międzywojenny to czas powstania i intensywnej rozbudowy portu w Gdyni. Rozrastające się w związku z tą inwestycją nadmorskie miasto pilnie potrzebowało własnego lotniska cywilnego. Rozważano różne lokalizacje, ale ostatecznie wybrano Rumię. Pełnoprawny Port Lotniczy Gdynia w Rumi-Zagórzu otwarto uroczyście 1 maja 1935 roku. Początkowo oferował on połączenia do Warszawy, potem także loty międzynarodowe.
U schyłku lat trzydziestych rumskie lotnisko tętniło życiem. O obiekcie rozpisywała się regionalna i ogólnopolska prasa. Pod koniec lat trzydziestych rozważano nawet budowę w naszym mieście montowni amerykańskiej firmy lotniczej Lockheed.
Ten gwałtowny rozwój rumskiego lotniska przerwany został przez wybuch II wojny światowej. W czasie okupacji Niemcy przejęli obiekt i zamienili go w bazę wojskową. Tym samym uczynili Rumię celem bombardowań alianckich. Bomby na niemieckie lotnisko wojskowe w Rahmel (niem. Rumia) spadały wielokrotnie, pod koniec wojny całkowicie wyłączając je z użytku. To, czego nie zniszczyły amerykańskie bomby, zrujnowali sami Niemcy. W 1945 roku przygotowując się do obrony Rumi przed nadchodzącą Armią Czerwoną, wysadzili w powietrze pozostałości infrastruktury lotniskowej, aby nie zostały wykorzystane przez wroga.

Po II wojnie światowej nie zdecydowano się na odbudowę portu. Powód był prosty – Polska odzyskała pełnię władzy w Gdańsku, a z nią także kontrolę nad lotniskiem we Wrzeszczu. To ono stało się odtąd głównym ośrodkiem lotniczym w regionie. W latach siedemdziesiątych gdańskie lotnisko przeniesiono do Rębiechowa, gdzie funkcjonuje po dziś dzień.
W Rumi zaś jeszcze przez kilka lat po 1945 roku prowadzono szkolenia wojskowe dla pilotów z bazy w Babich Dołach. Był to jednak ostatni akord awiacyjnego epizodu naszego miasta. W latach pięćdziesiątych lotnisko ostatecznie zamknięto, a jego teren rozparcelowano i przeznaczono pod zabudowę mieszkaniową. W ten sposób dawny port lotniczy zamienił się w istniejącą do dzisiaj nieformalną dzielnicę – Lotnisko.
Choć pamięć o rumskim lotnisku pozostała żywa wśród mieszkańców, przez długi czas nie podejmowano żadnych konkretnych prób uczczenia tej części lokalnej historii. Dopiero w 2022 roku Miejska Biblioteka Publiczna w Rumi uruchomiła projekt „Skrzydła nad polskim Wybrzeżem”, w ramach którego zorganizowano konferencję naukową poświęconą opisywanym zdarzeniom. Wydano wówczas okolicznościowy album, przede wszystkim zaś zainstalowano wzdłuż ulicy Żwirki i Wigury, dawnej drogi dojazdowej do dworca lotniczego, tablice edukacyjne. W 2024 roku, w ramach obchodów 800-lecia pierwszej wzmianki o Rumi, alejkę wzbogaciły postumenty z rzeźbami przedwojennych samolotów.

W najbliższych miesiącach planowana jest zaś instalacja ostatniego elementu lotniczej układanki: pełnopostaciowego pomnika rumskiego pilota. W założeniu twórców ma być on hołdem dla przedwojennych polskich pilotów, którzy szkolili się na rumskim lotnisku.
Jego autorką będzie pomorska rzeźbiarka Lucyna Kujawa. Model powstaje w oparciu o archiwalne fotografie i z dbałością o najdrobniejsze szczegóły. Pilot będzie ubrany w kombinezon, a na głowie będzie miał charakterystyczną czapkę – zwaną, nomen omen, pilotką. Jego sylwetka nawiązywać będzie do prawdziwej postaci – Ryszarda Dyrgałły, członka Aeroklubu Gdańskiego, jednego z najlepszych szybowników w przedwojennej Polsce. „Mistrz Dyrgałła”, jak określała go przedwojenna prasa, przedstawiony zostanie ze spadochronem. Będzie to nawiązanie do wydarzeń z lipca 1935 roku. Sławny pilot, wykonując nad Rumią pokazy szybowcowe, doznał uszkodzenia skrzydła szybowca, co zmusiło go do… wyskoczenia z maszyny na wysokości ponad tysiąca metrów. Dzięki zimnej krwi i świetnemu przeszkoleniu Dyrgałła wyszedł z niebezpiecznej sytuacji bez szwanku.

Zajście było szeroko komentowane w polskiej prasie, a szczęśliwego pilota spotkało w związku z nim nietypowe wyróżnienie. Otrzymał ustanowioną w 1922 roku Odznakę Złotej Gąsienicy przyznawaną tym lotnikom, którzy uratowali swoje życie, skacząc ze spadochronem ze spadającego samolotu.
Jak przekonuje autorka rzeźby, będzie ona próbą uchwycenia konkretnego momentu tuż po lądowaniu: zwijania czaszy spadochronu wciąż wypełnionej resztkami powietrza. To właśnie ukazanie lekkości poszycia spadochronowego będzie największym wyzwaniem twórczym. Aby oddać realizm wyposażenia i stroju pilota, artystka zapoznawała się z licznymi materiałami archiwalnymi, w tym fotografiami i filmami instruktażowymi.

Do tej pory wykonany został model w skali 1:4, natomiast wkrótce na jego podstawie powstanie rzeźba w docelowym rozmiarze. Pomnik pilota będzie odlany z brązu techniką wosku traconego.