Sobota, 05 września 2026
RumiaTV
Fundusze krajowe Fundusze UE
BIP Rumia powiększ czcionkę pomniejsz czcionkę Zwiększ kontrast Zmniejsz kontrast

Rumianin przepłynął ponad 900 kilometrów. Miał jeden ważny cel


Rumianin przepłynął ponad 900 kilometrów. Miał jeden ważny cel17.08.2026 r.

Jacek Pałubicki podczas przeprawy, źródło: Na Otwartym Nurcie

Rumski podróżnik Jacek Pałubicki został pierwszym człowiekiem, który podczas jednej niedzielonej wyprawy przepłynął wpław cały żeglowny odcinek Wisły. Pokonał ten ekstremalny dystans nie dla rekordu czy sławy, ale w ramach akcji charytatywnej #NiePijZaMnie. Dzięki jego determinacji udało się zebrać już blisko 35 tysięcy złotych na pomoc dzieciom dotkniętym skutkami spożywania alkoholu przez ich matki w czasie ciąży. 

 

Pod prąd dla najmłodszych

Celem tego niezwykłego przedsięwzięcia od samego początku było wsparcie działań Fundacji Mały Książę, a w praktyce pomoc najmłodszym, którzy sami każdego dnia muszą „płynąć pod prąd”. Rumianin chciał w ten sposób nagłośnić internetową zbiórkę, z której fundusze zostaną przeznaczone m.in. na pokrycie kosztów wsparcia psychiatrycznego i psychologicznego dla rodzin zastępczych wychowujących dzieci dotknięte Alkoholowym Zespołem Płodowym (FAS) oraz Spektrum Alkoholowych Zaburzeń Płodowych (FASD).

Jacek Pałubicki podczas przeprawy, źródło: Na Otwartym Nurcie

Miesiąc w Wiśle

Ekstremalna próba Jacka Pałubickiego rozpoczęła się w sobotę 18 lipca i planowo miała zająć 22 dni. W tym czasie zamierzał przepłynąć wpław 942-kilometrowy szlak Wisły, biegnący od Oświęcimia do Zatoki Gdańskiej. 

Podczas całej wyprawy Rumianin mógł liczyć na pomoc uczestników kajakowej sztafety. Jej członkowie dbali o bezpieczeństwo pływaka na rzece, dostarczali mu na bieżąco napoje i przekąski, a przede wszystkim zapewniali wsparcie mentalne. 

Uczestnicy kajakowej sztafety, która towarzyszyła Jackowi Pałubickiemu, źródło: Na Otwartym Nurcie

Wyprawa wymagała od Jacka Pałubickiego ogromnej siły woli. Już po kilku dniach zmagał się z chorobą i wysoką gorączką. Musiał przyjąć leki i zrobić przerwę na odpoczynek. Dochodził do siebie, leżąc w śpiworze na jednej z wiślanych wysp. Za każdym razem, gdy próbował coś zjeść, wymiotował. Mimo to nie przerwał ekstremalnej próby. Później pływak mierzył się z brudną i zimną wodą, zatopionymi w rzece przeszkodami, ogromnym zmęczeniem i bólem mięśni. Nie zabrakło również chwil zwątpienia.

Od samego początku wyprawie towarzyszyły trudności i kryzysy, ale ogromne zaangażowanie mojego kajakowego supportu, życzliwość napotykanych osób oraz własna cierpliwość pozwoliły mi pokonywać kolejne kilometry. Można długo wymieniać trudy i uciążliwości tej wyprawy, ale nie ma co na nie narzekać – jeśli robi się coś, czego nikt wcześniej nie zrobił, to z samej definicji łatwo być nie może – przyznaje Jacek Pałubicki.

Wbrew przeciwnościom losu Rumianin konsekwentnie zmierzał do wyznaczonego celu. Doba po dobie pokonywał od około 10 do ponad 50 kilometrów, spotykając na swojej drodze wielu życzliwych ludzi, którzy pomagali mu na dziesiątki sposobów – najczęściej oferując gorący posiłek, ciepły napój czy bezpieczny nocleg.

Grupa osób, która wspierała śmiałka w 22. dniu jego wyprawy, źródło: Na Otwartym Nurcie

Wielki finał

Ostatecznie Jacek Pałubicki spędził w Wiśle – z przerwami na sen i odpoczynek – blisko miesiąc. Przeprawa oficjalnie zakończyła się w sobotę 15 sierpnia o godzinie 16:59 wypłynięciem na Morze Bałtyckie w Mikoszewie, gdzie na finałowym odcinku towarzyszył mu spływ kajakowy. 

Ta wyprawa była czymś więcej niż tylko pokonywaniem kolejnych kilometrów. To piękne wiślane krajobrazy, dzikie zwierzęta, rozmowy z napotkanymi ludźmi i spotkania z osobami, które specjalnie wychodziły nad Wisłę, żeby życzyć mi powodzenia. Szczególnie ważne były dla mnie spotkania z dziećmi i dorosłymi z FAS oraz FASD. Słyszałem od nich, że dzięki tej akcji ktoś ich dostrzegł, zauważył ich potrzeby i zainteresował się ich problemami – relacjonuje mieszkaniec Rumi. – Docierały do mnie również historie osób, które w różny sposób zetknęły się z FAS – czasem pełne wzruszenia, a czasem żalu. To właśnie te spotkania i słowa uświadomiły mi, że ta wyprawa była nie tylko pionierskim wyczynem sportowo-podróżniczym, ale przede wszystkim mogła zrobić wiele dobrego i poruszyć ludzkie serca. I to jest dla mnie największa radość – podsumowuje Jacek Pałubicki.

Meta ekstremalnej próby, fot. Fundacja Mały Książę

Wyprawa Jacka Pałubickiego odbyła się pod honorowym patronatem burmistrza Michała Pasiecznego. Szczegółowe relacje oraz zdjęcia z jej przebiegu można znaleźć na facebookowym profilu „Na Otwartym Nurcie”. Natomiast zbiórkę charytatywną można wspierać do 30 września pod adresem siepomoga.pl/nie-pij-za-mnie.

Fundusze zewnętrzne
Kalendarz wydarzeń